Chaos informacyjny

Od tygodnia robię wszystko na wczoraj, na chwilę temu, w godzinę, najlepiej w chwilę. Przestaje ogarniać ten chaos informacyjny… Ja, poukładana, perfekcyjna do bólu, pedantyczna do przesady, ze swoim poukładanych pod linijkę życiem oświadczam, że nie cierpię robić czterech rzeczy na raz, bo tej ilości pytań, jakie w tym momencie zadaje nie jest nikt w stanie ogarnąć, a tym bardziej ja. Więc błagam, jak chcesz, abym zrobiła dla Ciebie cztery rzeczy (normalnie zajmujące tydzień!) na raz, najlepiej na „3 dni temu”, a w najgorszym przypadku w 5 minut i przy tym mam zrobić swoje, to nie miej do mnie później pretensji, że czegoś nie zrobiłam. Jestem tylko człowiekiem, który do życia potrzebuje czasami kubka herbaty, a nie tylko kawy, chwili spokoju na odsapnięcie i czas, na zjedzenie drugiego śniadania.

„Niemożliwe od ręki, a cuda w trzy dni” to nie do mnie.

Maj-ówka

Majówka jak pod psem. Dopiero dziś wyszło słońce. Ostatnie trzy dni płakały deszczem od bladego świtu aż po zmierzch. Humor skopany, bo ile można gapić się na deszcz, telewizor i snuć plany na „gdyby było słońce”. Koncert, na który chciałam iść zalał mi deszcz – zostałam w domu. Wypad na majówkę też nie wypalił tzn. żaden z trzech pomysłów na nią nie wypalił. Kocham, jak mi się plany sypią.
W głowie burdel – jak zwykle – w życiu podobnie. Ucieczka w góry ostatnio wychodzi idealnie – ubiegły weekend, ta niedziela, weekend za dwa tygodnie i ten za cztery też. Euforia górskich smaków.
Wczoraj zadano mi pytanie „Co lubisz robić?” – na usta cisnęło mi się tylko jedno słowo… „góry”, później „nic”. Chyba muszę rozszerzyć zasób słów, które ostatnio używam ;p